Kocham światło świec, jego ciepło i migotanie w najlżejszym oddechu.
Od lat kolekcjonuję różnego typu świece, jednak wiele z nich jest spakowanych by uniknąć ich spotkania z małymi, niezbyt delikatnymi w tym aspekcie rączkami.
Uwielbiam też kwiaty. Żywe, suszone, w zasadzie wszystkie, a także cenię rękodzieło i przedmioty unikatowe.
No i tu idealnie pasują świece od Hana candles z ich zatopionymi, jak idealne wspomnienie słońca, kwiatami. Mniejsze, większe, a gałązkami lawendy, z dziką łąką, lub wypielęgnowanym ogrodem chwyconym i zatrzymanym wokół żywego i gorącego ognia.
Kiedy stały na stoisku czekając na tych, którzy je zauważą i docenią prezentowały się tak, że aż ciężko było wybrać te dla siebie, z resztą oceńcie sami:
Jednak w końcu udało mi się i 3 z nich powędrowały ze mną do domu.
Te największe po wypaleniu stają się lampionami do których można wkładać dowolne małe świeczki, więc są bardzo trwałe i długo cieszą oko i serce.
Średnie i najmniejsze wypalają się już całkowicie jednak nadal nie jest to tylko chwileczka i zdążymy się nimi nacieszyć.
A czym tak naprawdę są?
To białe świece, w których zatopione są prawdziwe kwiaty. Tylko tyle i aż tyle.
Pomysłowe, piękne rękodzieło i fantastyczny pomysł.
Są jak świeca i bukiet kwiatów w jednym. Romantyczne i praktyczne zarazem.
A to te moje - najpiękniejsze w moich oczach, ale każdy znajdzie tam tą "swoją" naj, w zależności jakie kwiaty lubi najbardziej.
Prawda, że niesamowite?!!!
Zapraszam do HANA candles
A jeżeli czujecie się szczęściarzami to koniecznie weźcie udział w konkursie gdzie do wygrania może być nawet 6 ŚWIEC (Kliknij tutaj)
1 duża, 2 średnie i 3 najmniejsze, jeżeli weźmie udział dostateczna liczba Chętnych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz